
PROJECT MANAGER, KTÓRY STAWIA NA RELACJE
Życie w projektowym peletonie. W SAP-owym sprincie i na trasie z rodziną
W pracy stawia na znalezienie złotego środka pomiędzy techniczną perfekcją a prawdziwymi potrzebami ludzi. A po godzinach zamienia laptopa na rower lub wznosi owacje dla córek występujących w dziecięcym teatrze. O drodze do UpTime ERP, emocjach towarzyszących projektom i życiowych pasjach rozmawiamy z Jakubem Szymańskim.
Nina Kinitz; Jak trafiłeś do zespołu UpTime ERP?
Jakub Szymański: Dołączyłem do teamu w styczniu 2025 r. Wcześniej pracowałem w grupie CIECH, gdzie odpowiadałem za całość rozwiązań aplikacyjnych. Pewnego dnia poznałem Eryka, który dostarczał CIECH-owi usługi związane z wdrożeniem SAP-a i zaczęliśmy ze sobą współpracować.
Gdy moje drogi z zarządem CIECH-u się rozeszły, nie minął nawet tydzień, a otrzymałem telefon od Eryka z propozycją współpracy. Tak trafiłem do UpTime ERP, z czego bardzo się cieszę.
N.K. Wcześniej pracowałeś w dużych organizacjach. Co najbardziej zaskoczyło Cię w nowym miejscu pracy?
J.S. Przede wszystkim atmosfera. W korporacjach człowiek bardzo często jest tylko „pozycją w Excelu”, KPI-em, elementem czyjegoś budżetu. Tutaj relacje są zupełnie inne: bardziej ludzkie, partnerskie i bezpośrednie. Mamy w teamie grono profesjonalistów, którzy się szanują, wspierają na co dzień. Dla mnie to ogromna różnica jakościowa.

N.K. Przez wiele lat pracowałeś jako programista, a teraz pełnisz funkcję Project Managera. Co najbardziej lubisz w swojej obecnej roli?
J.S. Cenię sobie przede wszystkim dużą swobodę działania i samodzielność. Oczywiście działamy zespołowo, bo taka jest rola Project Managera, ale nie ma tu sztywnych, korporacyjnych ograniczeń. Mogę skupić się na realnym dowożeniu projektów, a nie na wpasowywaniu się w strategię firmy czy dopełnianiu niepotrzebnych procedur. To bardzo zwiększa moją satysfakcję z pracy.
N.K. Jak wygląda Twoja codzienna praca od strony projektowej?
J.S. Jest bardzo przekrojowa. Od strony klienta rozmawiam praktycznie z każdym działem; finansami, controllingiem, sprzedażą, logistyką, produkcją. Z kolei w obrębie UpTime ERP na co dzień współpracuję z zespołem konsultantów SAP, rzadziej z działem administracji. To typowa praca na styku biznesu i technologii – ciągłe tłumaczenie jednego świata na drugi.
N.K. Aby pozostać na bieżąco, ciągle rozwijasz technologiczne skille. Który obszar teraz eksplorujesz?
J.S. Bardzo ciekawią mnie rozwiązania związane z AI i automatyzacją procesów – szczególnie robotic process automation. To, co już dziś potrafią takie systemy, jest niesamowite. Analiza zdjęć szkód komunikacyjnych, automatyczne kosztorysy czy wykrywanie potencjalnych nadużyć w procesie uzyskiwania odszkodowania to zaledwie kilka przykładów skutecznego zastosowania rozwiązań bazujących na AI i automatyzacji pracy. Dzięki nim można wykonywać coraz więcej zadań szybciej, precyzyjniej i z minimalnym zaangażowaniem ze strony pracownika. Ostatnio byłem na szkoleniu, podczas którego miałem okazję lepiej poznać ten temat. Interesuję się nim pod kątem wykorzystania efektywnych rozwiązań w mojej pracy, ale także dlatego, że po wielu latach pracy na stanowisku programisty nadal lubię mieć ten „twardy skill”.

N.K. Jakie było największe wyzwanie w Twoim życiu zawodowym, od kiedy pełnisz rolę Project Managera?
J.S. Myślę, że była nim realizacja projektu przejętego po innej firmie, która nie pozostawiła po sobie żadnej dokumentacji.
Zespół klienta nie wiedział, co dokładnie otrzyma, nie miał instrukcji ani przygotowania do pracy na nowym systemie. Szybko okazało się też, że wdrażane rozwiązanie było projektowane pod inne kraje i zupełnie nie uwzględniało polskiej specyfiki. Cały team był sfrustrowany, zdenerwowany i rozgoryczony sytuacją, w której nagle się znalazł.
Najtrudniejsze okazało się więc nie tyle uporządkowanie projektu od strony technicznej, ale przede wszystkim praca z ludźmi i zarządzanie ich emocjami w sytuacjach kryzysowych. Trzeba było odbudować zaufanie, uspokoić atmosferę i pokazać, że jesteśmy partnerem, a nie kolejnym podmiotem „od systemu”. Usiedliśmy razem przy stole, wypracowaliśmy wspólnie satysfakcjonujące rozwiązanie i zapewniliśmy ludzi, że na koniec dnia nie zostawimy ich z narzędziem, którego nie będą potrafili używać. Musieliśmy ich przekonać, że wiosłujemy razem i mogą być pewni naszego wsparcia.
Równolegle potwierdzaliśmy z teamem faktyczną gotowość rozwiązania, prowadziliśmy testy akceptacyjne i szkolenia praktycznie od zera, bo użytkownicy wcześniej widzieli jedynie kilka slajdów prezentacji.
Dodatkowym wyzwaniem była współpraca z zespołem zagranicznym, który miał już wcześniej wypracowane własne doświadczenia i podejście. To sprawiło, że budowanie porozumienia oraz choćby minimalnego poziomu wzajemnego zaufania wymagało od nas czasu i konsekwentnego zaangażowania. Jednocześnie musieliśmy dostosować rozwiązanie do realiów polskiego zakładu produkcyjnego i zagwarantować jego sprawne działanie, pomimo presji na szybkie uruchomienie projektu ze strony głównego sponsora.
Projekt w końcu wystartował. Po kilku miesiącach pracy użytkownicy zaczęli widzieć realne korzyści i sens wdrożenia systemu. To doświadczenie nauczyło mnie, jak ogromne znaczenie w roli Project Managera mają komunikacja, empatia i umiejętność zarządzania emocjami w sytuacjach kryzysowych.
N.K. Jakimi wartościami kierujesz się podczas realizacji projektów?
J.S. Po wielu latach pracy w IT nauczyłem się tworzyć rozwiązania, które zamiast skupiać się wyłącznie na technicznej perfekcji, realnie spełniają potrzeby biznesowe klientów. To właśnie użytkownik końcowy ostatecznie ocenia owoce naszej pracy. Dlatego tak ważna jest partnerska współpraca na każdym etapie realizacji projektu, wnikliwe badanie potrzeb oraz znalezienie złotego środka pomiędzy technologią a biznesem. Rozwiązanie dopieszczone pod każdym względem technicznym nie ma wartości, jeśli nie „spina się” biznesowo i nie przekłada się na zadowolenie użytkownika końcowego.
Staram się więc uważnie wsłuchiwać w potrzeby klientów i budować relacje oparte na zaufaniu. Czasem nie jest to łatwe ponieważ wymaga umiejętności zarządzania emocjami oraz radzenia sobie ze stresem czy frustracją użytkowników. Warto jednak podjąć to wyzwanie, aby dowieźć projekt, który naprawdę spełnia oczekiwania.
N.K. Wiemy już, czym kierujesz się w życiu zawodowym. A czy zdradzisz nam, co robisz, gdy zamykasz drzwi od biura?
J.S. Przede wszystkim skupiam się na rodzinie; żonie i córkach: jedenastoletniej Nikoli oraz dziesięcioletniej Oliwii. Większość czasu wolnego przeznaczam właśnie dla nich. Wożę dzieci na zajęcia do akademii musicalowej, kibicuję im podczas konkursów tanecznych i z dumą siedzę na widowni, oglądając spektakle dziecięcego teatru z ich udziałem.
Wolnego czasu mam jednak bardzo mało, ponieważ współpracuję także z innymi firmami. Staram się więc wykorzystać go jak najlepiej.

N.K. Czy pomimo długiej listy zadań wystarcza Ci też czasu na realizowanie sportowych pasji?
J.S. Czerpię ogromną radość z wypraw rowerowych z moją rodziną. Nie traktuję jednak jazdy na rowerze jako sportu wyczynowego gdyż dla mnie jest to tylko forma odpoczynku. Najczęściej wsiadamy z żoną i córkami do auta, zabieramy rowery i jedziemy nad morze. Lubimy malownicze 20-30-kilometrowe trasy ciągnące się od Dąbek w stronę Koszalina.
N.K. A które trasy rowerowe są Twoim zdaniem szczególnie urokliwe?
J.S. Najpiękniejsze trasy, po jakich miałem okazję jeździć, są w Dolomitach, gdzie wspaniałe widoki, łączą się z przyjaznym klimatem i pysznym, włoskim jedzeniem. Zimą szusowałem tam też z rodziną na nartach, ale niestety teraz musimy zrobić przerwę od tego typu aktywności ze względu na kontuzję kolana mojej żony.
N.K. Na koniec powróćmy jeszcze do pracy. Czego mógłby życzyć Ci zespół UpTime ERP?
J.S. Tego, żebyśmy w takiej atmosferze partnerstwa i zaufania pracowali jak najdłużej razem, bo dobre projekty zawsze zaczynają się od dobrych relacji.
A prywatnie chciałbym spełnić kolejny punkt z listy podróżniczych marzeń i zwiedzić Japonię razem z żoną.
N.K. Tego Ci życzymy. Dzięki za rozmowę!